Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Mistrzów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liga Mistrzów. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 maja 2014

Co dobre szybko się kończy - nie co opóźniony post o LM i LE

Może już słyszeliście, może już czytaliście o zmaganiach najlepszych drużyn w finałach swoich rozgrywek. Wiem, że piszę o tym trochę za późno. No bo jak można mówić o rzeczach z przeszłości. O finale Ligi Europejskiej prawie wszyscy już zapomnieli. Nie oszukujmy się, ale był on dwa tygodnie temu. Z Ligą Mistrzów już nie jest tak źle, bo trzy dni to nie taki duży odcinek czasu, ale jest. Otóż, że bardzo lubię oglądać finały prawie każdych rozgrywek piłkarskich, podczas tych dwóch spotkań nie wiem jak u Was, ale u mnie w domku, głośniki czasami dały popalić. Muszę przyznać, że nie obejrzałem całego finału LM, gdyż spóźniłem się o 15 minut z Warszawy, gdzie byłem na Targach Książki, ale to co najlepsze nie przegapiłem. Podzielcie swoimi wrażeniami z meczu na dole, w komentarzach. Na pewno odpiszę....
A teraz chciałbym nie co przypomnieć wam te dwa tak ważne wydarzenia piłkarskie. Pozwolicie, że rozpocznę od tego ważniejszego czyli LM...

1. Na to spotkanie, nie którzy już odliczali od dobrych miesięcy. Ja również do nich należę, bo moim zdaniem finał przypada tylko raz do roku i raz do roku można obejrzeć tak świetny futbol. Ten mecz był jeden z lepszych lub najlepszych finałów Ligi Mistrzów. Najbardziej chyba utkwiła Wam sama końcówka 9 mi również ), gdzie Atletico zaczęła się bronić i co chwile wykopywać futbolówkę czy to na aut lub rożny. Pressing Realu popłacił, bo zdobyli tego można powiedzieć złotego gola, ale nic nie bierze się z niczego. Jak do tego doszło?

Użyje nawet sformułowania, że Królewskich nie należał się tytuł mistrza, bo przecież to nie oni grali lepiej, to nie oni stwarzali sobie sytuacji, to nie oni mieli większe posiadanie piłki. Niestety futbol czasami jest okrutny i nieprzewidywalny. Spotkanie w Lizbonie  rozpoczął hymn Ligi Mistrzów, podanie sobie dłoni, szybka rozgrzewka, wybranie połów oraz gwizdek. Gwizdek, który rozpoczął "batalię" o 20.45, a zakończył przed północą. Początek lepiej zagrali podopieczni Simeone, lecz nic z tego nie wyszło. Trzeci raz z rzędu natomiast w 7 minucie boisko opuścił Costa, który ciągle walczy walczy i wygrać nie może z kontuzją. Nie mogę w to uwierzyć, że Diego trzeci raz  z rzędu postawił na tego napastnika, jak każdy był zgodny, że nie powinien się męczyć i jeszcze pogorszyć sytuacji. W jego miejsce pojawił się Adrian Lopez.
Po 30 minucie świetną sytuację zmarnował Bale, który dostał podanie około w połowie boiska, przeszedł jak tyczki obrońców i zabrakło tylko dobrze dołożyć nogi. Strzał z fałsza( fachowa nazwa - uderzenie z zewnętrznej części stopy) mógł tylko przestraszyć golkipera czerwono - białych. Ale jak wiadomo, on zbytnio się nie przejmuje.
Kilka minut później to Atletico miało przewagę i ją wykorzystała bo błędzie Casillasa. Podczas rzutu rożnego Iker źle obliczył lot piłki i niepotrzebnie po nią wyszedł. Piłkę nabrała rotacji,a golkiper wiedział, że jest za daleka i po prostu już do niej nie skakał. Wyskoczył natomiast do futbolówki Godin, który czubkiem głowy skierował ją do bramki. Gol nie można zaliczyć do najpiękniejszych, ale nie liczy się styl lecz wynik... który był na korzyść Atletico. Casillas po stracie gola trochę się załamał, bo to była ewidentnie jego wina. No cóż gra się dalej...
Jeszcze przed przerwą, też po rzucie rożnym szanse miał Gabi - kapitan, lecz piłkę posłał za wysoko.
W drugiej połowie to Real przejął inicjatywę. Nie mogli tylko wykorzystać dogodnych sytuacji, które marnowali Walijczyk oraz Argentyńczyk - Angel Di Maria.
Wszystko układało się po myśli Simeone, bronili wyniku, już czuli w powietrzy zwycięstwo i uniesienie Pucharu do góry, aż do 93 minuty, która zmieniła cały obraz gry.
Właśnie gdy arbiter przygotowywał się do zagwizdania ostatni raz, po rzucie rożnym ( znowu) świetnie uderzył głową Ramos i dał remis Królewkim. Tego gola nigdy nie zapomnę, dla mnie jest majstersztyk. Takiego strącenia, aby piłka skozłowała równo przed bramką nie ma się w genach. Sergio pokazuje, że jest nie tylko dobry w obronie, ale również w ataku. Przecież w ostatnich chyba 5 czy  meczach zdobył więcej goli niż Karim Benzema - napastnik Galacticos.
Wynik 1:1 mówił jedno, będziemy mieć dogrywkę...




WSZYSTKO  NA DAREMNO czyli co tak naprawdę stało się w kolejnych 30 minutach...
Dogrywka była pod dyktando Królewskich. Po prostu drużyna Simeone nie istniała na boisku. Myślę, że się załamali stratą gola w  ostatniej akcji meczu. W 110 minucie na prowadzenie wyszedł Real, który już go nie oddał. Strzał z główki na pustą bramkę oddał Gareth Bale, dzięki świetnemu zagraniu Angela.
Później już było tylko gorzej.  Na pogrążenie rywali bramki na 3 i 4 do 1 strzelili Morata oraz Ronaldo z rzutu karnego...

Tym samym ustanowili dziesiąty triumf w Lidze mistrzów. Na to wydarzenie kibice czekali aż 12 lat. Większe powody do zadowolenia ma trener Carlo Ancelotti - Włoch został drugim menedżerem, który zdobył trzy Puchary Europy. Pierwsze dwa z Milanem w 2003 i 2007, trzeci właśnie teraz.
Uważam, że gracze Atletico również zaliczyli świetny sezon. Wygrali ligę to jest dopiero nagroda. Natomiast przegrali tylko jeden mecz w Lidze Mistrzów, finał i to najbardziej boli.
A  chyba jeszcze bardziej, transfery, które niepokoją kibiców. Jak podaje prasa, na pewno ma odejść bramkarz Courtois. Przyszłość Diego Costa jest w 90% też przesądzona, bardzo go chce Mourinho w swojej drużynie. To nie wszystko ma odejść Koke oraz wielu innych zawodników, a nawet trener. Wtedy Atletico nie bezie już w tak dobrej sytuacji do zdobycia kolejnego trofeum, a szkoda bo grają bardzo ładnie.








2. Już tu jest nie zamierzam się tak bardzo rozpisywać. Będzie krótko i zwięźle...
Finał Ligi Europy gościł we Włoszech, a dokładnie w Turynie. Przegrali faworyci, wygrali ci lepsi ( w rzutach karnych ). Może się mylę, może nie śledzę wydarzeń Sevilli i Benfici w dzień w dzień, lecz nie można się zgodzić z twierdzeniem, że Sevilla  zasłużyła na zwycięstwo lub Benfica nie powinna zdobyć tego tytułu. Po oglądaniu tego meczu, brakowało mi pięknych podań akcji i różnych zagrań. Czasami wydawało mi się, że zawodnicy przed chwilą skończyli mecz, a ten jest drugim z kolei. Dla mnie jako widza, brakowało szybkości. Piłka leciała bardzo wolno od nogi do nogi jakby nie wiedzieli co z nią zrobić. Trochę dziwne, nie uważacie. Po 30 minutach nawet nie pamiętam chociaż jednej akcji czy strzału na bramkę, bo chyba nawet nie było. Wszystko toczyło się w środku pola. Po 90 minutach mieliśmy remis, po dogrywce mieliśmy remis - ile jeszcze, sobie mówię, gdyby dogrywka miała dwie godziny to i tak nikt by nie strzelił gola. Jakby im po prostu nie zależało. Czasami atakowała Benfica, ale nie można mówić, że przeważała.
Rzuty karne wyłoniły triumfatora - drużynę z Hiszpanii - Sevillę, wygrała 4:2.


                                                          Klątwa Benfica' i nadal trwa.
Kiedy w 1963 roku, po pasjonującym finale Pucharu Europy Real przegrał z ekipą z Lizbony 5:3, a decydujące dwa gole strzelił Eusebio, Guttman - wtedy trener poprosił o podwyżkę. Nikt wtedy się był zaskoczony bo Benfica wygrywała z każdym począwszy od drużyn z ligi, a zakończywszy na Barcelonie czy własnie Realu. Szefostwo się nie zgodziło, a trener wtedy zapowiedział: W ciągu najbliższych stu lat Benfica nie zdobędzie żadnego mistrzostwa Europy. I stało się... Portugalczycy będą musieli poczekać do 2063 roku lub na cud...
Od właśnie wspomnianego 1963 roku Benfica przegrała osiem finałowych starć...


piątek, 16 maja 2014

Największe gwiazdy, którym kartki zabrały finał Ligi Mistrzów...


Cześć...
Ostatnio sporo pisałem o Mundialu, który zbliża się dużymi krokami. Nie zapominajmy jednak, że za tydzień odbędzie się jeden z najważniejszych meczów dla fana piłki nożnej. W tym poście chciałbym zamieścić gwiazdy, którym zabrakło lub zabraknie podczas finałów tego wielkiego turnieju. Niektórzy mówią, że to niesprawiedliwie, że los zabiera nam szanse grać w tak prestiżowym spotkaniu. Inni mówią, że za błędy trzeba płacić. A wy jakiego jesteście zdania? Czy każdy bez wyjątków powinien móc grać w finale, a może nie? Na piszcie co na ten temat sądzicie w komentarzach pod postem. Teraz moja kolej...


1. Rok 1994. Finał, w którym Milan rozgromił Barcelonę 4:0, a w ekipie zwycięskiej zabrakło wielkiego zawodnika, Alessandra Costacyrty - wizytówka rossonerich. Ogólnie ten rok dla defensora był pechowy. Oprócz w finale LM, nie wystąpił również w finale Mistrzostw Świata, gdzie Włochy grały z Brazylią. Może ten dlatego przegrali po rzutach karnych 3:2.


2. Finał Ligi Mistrzów w sezonie 1998/99 jest uznawany, za najbardziej dramatyczny w historii. Manchester United wygrał ostatecznie z Bayernem Monachium, ale nie było łatwo. Tak naprawdę, końcówka zadecydowała kto sięgnął po Puchar. Czerwone Diabły zdobyły w  niej aż dwa gole i to oni zwyciężyli. W tym spotkaniu za nadmiar żółtych kartek zabrakło jednego z najlepszych pomocników świata Paula Scholesa oraz drugiego asa Roya Keane.

3. W 2003 roku doszło do włoskiego finału. Zmierzyły się w nim dwie znakomite ekipy : Milan oraz Juventus Turyn. W barwach Starej Damy nie mógł wystąpić jeden z najlepszych defensorów - Pavel Nedved. Czech w końcówce rewanżowego meczu z Realem Madryt dostał czerwoną kartkę. Tym samy można powiedzieć przyczynił się, że to właśnie Milan wygrał w tym sezonie Ligę Mistrzów.

4. W finale w 2009 roku pomiędzy FCBarceloną, a Manchester United zabrakło aż trzech czołowych zawodników. W szeregu Blaugrany nie zagrali Dani Alves oraz Eric Abidal - dwójka bocznych i podstawowych graczy byłego trenera Guardioli. Alex Ferguson nie mógł wtedy skorzystać z Darrena Fletchera.

5. Podczas finału w 2010 roku zabrakło, skrzydłowego w ekipie Bawarczyków - Franka Ribery'iego. A jego brak było bardzo dobrze widzieć podczas meczu. Ostatecznie w starciu z Interem Mediolan przegrali 2:0. Francuz otrzymał czerwoną kartkę podczas pierwszego meczu półfinałowego z Lyonem, a UEFA zawiesiła go na trzy spotkania. Szkoda, bo tak to wszystko mogło się inaczej potoczyć.


6. Najwięcej nieobecnych jednak było podczas finału w 2012 roku, gdzie Chelsea Londyn mierzyła się z Bayernem.  W ekipie angielskiej nie  mógł zagrać John Terry, który otrzymał czerwoną kartkę za faul na Alexisie ( Barcelona) podczas półfinału. Oprócz niego, jeszcze Branislav Ivanovic, Ramires oraz Raul Mieireles. Natomiast w drużynie z Bawarii - David Alaba, Badstuber oraz Gustavo. Ciężki orzech do zgryzienia mieli trenerzy obydwu ekip...


7. W 2002 roku, dzięki niemu Bayer zagrał w wielkim finale z Realem. W 1/2 dostał żółtą kartkę, a decydujące starcie oglądał z trybun. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Królewskich. Wiecie o kim mowa?  Chodzi o Roberto...


8. Ostatnie zostawiłem na deser. Teraz pora na Xabiego Alonso. Hiszpan podczas rewanżowego meczu z Bayernem, przy stanie 3:0 przypadkową podciął Bastiana Schweinsteigera. Sędzia wyciągnął żółty kartonik, a on wiedział co się teraz stanie. Zabraknie go właśnie w finale Ligi Mistrzów, który odbędzie się w Lizbonie za tydzień. po skończonym meczu, Xabi powiedział: Uważam, że sędzia popełnił błąd, napominając mnie. Myślę, że ta reguła dotycząca kartek jest niesprawiedliwa. Przez jedną chwilę słabości traci się finał.

Nie chciałbym być na miejscu Hiszpana. Trochę to żałosne, walczysz cały sezon, aby móc później zagrać ten najważniejszy mecz, gdy już wszystko idzie zgodnie z planem przytrafia Ci się to.To jest uczucie, jakby ktoś wpijałby ci nóż w plecy. Xabi walcz, nie poddawaj się...


To już byłoby na tyle...
Myślę, że udało mi się wyczerpać temat...
Do zobaczenia wkrótce
Jutro postaram się napisać co nie co o Lidze Europy



czwartek, 1 maja 2014

FINAAAŁŁŁ. Poznaliśmy dwie najlepsze drużyny. Czy było łatwo, jak wyglądały obydwa mecze?

Na te chwile każdy kibic od dłuższego czasu przygotowany. Wiemy kto zagra w wielkim finale? Znamy te dwie super drużyny, które niejednokrotnie ze sobą walczyły. Te dwie wyjątkowe, które przeszły przez grupę jak burza. To dla nich los był łaskawy  i będą walczyć o to najważniejsze trofeum.

Atletico Madryt z Diego Simeone
                                                        oraz
                                                                    Real Madryt z Ancelottim.

Wszystkie twarze będą wzrócone właśnie na te dwie madryckie drużyny. Jest to pierwszy finał, gdzie zagrają obydwa zespoły razem. Będą reprezentować ten jeden kraj Hiszpanie.
Ale najpierw zajrzyjmy na Alianz Arena oraz Stamford Brigde, bo tam były dla nich decydujące spotkania.

Może, żeby było sprawiedliwe omówię te dwa mecze, tak jak były. Czyli pierwszy wtorkowy, drugi środowy. No to zaczynamy refleksje po gigantach futbolu...


 
1. Bayern Monachium vs Real Madryt...
Nie do końca lubię się chwalić i opowiadać, czego ja to nie mam. Muszę jednak przyznać, że ten wyjątkowy mecz nie przeszedł mi koło nosa jak normalne spotkanie. Wręcz przeciwnie od dłuższego czasu zastanawiałem się jak dobrze zorganizować te dwie godziny meczu i wpadłem na dobry pomysł. Razem z moimi kolegami wybrałem się do Multikina, aby zobaczyć to widowisko na większym obrazie. Efekt bez porównania, ale nie było to oczywiście za darmo. Spodziewałem się tłumów, a ludzi spokojnie bym policzył. Nie poszedłem przecież do kina, żeby najeść się pop - corn'u i podyskutować na różne sprawy. Liczył się dla mnie tylko występ 22 piłkarzy.
Mecz rozpoczął się minutą ciszy dla dwóch trenerów. Potem już tej ciszy nie dało się usłyszeć. Kibice pokazali, że są na trybunach. Kupili nawet specjalne takie grzechotki  czy coś w tym rodzaju. Po prostu kolorów Bawarskich było pełno i na stadionie jak po zanim.
Pierwsze spotkanie nie wyłoniło pewnego zwycięzcy dlatego wszystko zależało od spotkania na Alianz Arena. Zaskoczenie to goście stwarzali lepsze sytuacje. Już przed pierwszym kwadransem, błąd popełnił Neuer, który wyszedł z pola karnego aby wybić piłkę. Ona natomiast na jego nieszczęście zmieniła lot, a bramkarz musiał dziwnie wybijać ją głową. Futbolówka trafiła przed Walijczyka Bale, a on nad takimi sytuacjami się nie zastanawia. Oddał strzał z woleja, ale piłka leciała daleko obok bramki. Neuer mógł odetchnąć z ulgą.
Kibice długo nie czekali na gola. Już w 16' dobrze dośrodkował Modrić, wprost na głowę Ramosa. Ten dobrze się pochylił i umieścił piłkę w siatce. Od tej pory wszystko Bawarczykom się po prostu nie udawało. Musieli strzelić 3 bramki, aby lecieć do Lizbony. A to był dopiero początek strzałów Królewskich...

GŁOWĄ DO BRAMKI.... RAMOSssss
Bayern jeszcze nie pozbierał, a już zmienił się wynik na tablicy. Bramka znowu padła ze stałego fragmentu gry - z rzutu wolnego. Wykonawcą był Di Maria, który zagrał tzw, krosa w pole karne. Pepe przedłużył futbolówkę, a strzelcem znowu okazał się Ramos. Ten to dopiero może się cieszyć.
Już wtedy miny kibiców Bayernu były takie sobie. Cztery bramki? To tylko w filmach ...

DOKOŃCZYĆ, TO CO SIĘ ZACZĘŁO
Właśnie takie myśli mieli zawodnicy Królewskich po wygrywaniu 2:0 na niemieckiej trawie.  Jeszcze przed przerwą dołożyli " drewno do kominka" . Tym razem na listę strzelców wpisał się Ronaldo, który nie zmarnował podania Bale. Z pierwszej piłki sam na sam z bramkarzem strzelił przy bliższym słupku. Manuel miał już ją w dłoni, ale strzał był za silny. 3:0 i było już po meczu.
Cristiano Ronaldo
REKORD POBITY...
Cristiano tym samym strzelił 15 bramkę w tym sezonie LM . Nikt jeszcze nie miał tyle zaliczonych bramek w historii. Po strzelonej bramce, Portugalczyk nie zapomniał o tym i to po prostu pokazał.
Franck Ribery uderza Daniela Carvajala
Ribery - NIE SPODZIEWAŁ SIĘ TEGO PO TOBIE...
Gdy wszystko szło po myśli gościom puściły nerwy Bawarczykom. Pierwszym poszkodowanym został Carvajal. Frank widząc co się dzieje na boisku podszedł do niego i " lunął mu twarz". Grzecznie mówiąc dostał po pysku. Sędzia tego nie widział, ale kamery złapały całą sytuację,a Francuz ma być prawdopodobnie zawieszony na kilka spotkań.

WISIENKA NA TORCIE
Zwycięstwo zostało przypieczętowane w ostatnich minutach meczu. Znowu strzelił Ronaldo i znowu z rzutu wolnego tym razem przechytrzył obronę gospodarzy. Miejsce wykonania było dla snajperów przepiękne. Dwudziesty metr nic tylko strzelać w okienko. Nie Ronaldo. Pomyślał i zrobił, a bardziej uderzył pod murem. Wszyscy skoczyli jak najwyżej się da, a piłka poturlała się po murawie i wpadła do bramki. Bramkarz nawet nie drgnął. On też był chyba zaskoczony.
4:0 i Real czeka już na 24 maja, gdzie w Lizbonie zagra....
Tak cieszył się Diego Costa
2. Chelsea Londyn vs Atletio Madryt
Spodziewał się powtórki pierwszego meczu, gdzie tak naprawdę nic specjalnego się nie działo. Zmienił zdanie już po pierwszym kwadransie , gdzie Chelsea nie grała na remis lecz na zwycięstwo. Na samym początku blisko bramki był Koke. Z bardzo ostrego miejsca chciał dośrodkować piłkę lecz ona go " nie posłuchała i leciała wprost na bramkę Australijczyka. Miał farta - trafiła w poprzeczkę.The Blue  udało  się strzelić gola już w 36 minucie. Po świetnym okiwaniu dwóch piłkarzy przy rogu boiska, William zauważył wbiegającego w pole karne Torresa, wystawił mu futbolówkę, a on uderzył w światło bramki. Piłka odbiła się od nóg obrońcy i zmieniła tor lotu. Courtiois był bez szans. Fernando nie cieszył się ze dobytego gola, gdyż strzelił swojemu byłemu klubowi.
Jeszcze przed przerwą, na remis strzelił Lopez, ale to nie jemu najbardziej powinno się bić brawa tylko Juanfranowi. To on świetnie z linii dośrodkował tak, że piłka skozłowała  przed bramkarzem.Później już akcję dokończył właśnie Adrian, który trafił też po koźle z bliskiej odległości w samo okienko.
Chelsea musiało strzelić po przerwie bramki jak myślało o finale. To właśnie oni mieli bardzo dobrą sytuację. Sytuację miał Terry, który po dośrodkowaniu strzelał z główki. Natomiast to nic nie dało bo golkiper był świetnie ustawiony i w porę wyciągnął ręce do futbolówki.
Mourinho widząc, że idzie wszystko zgodnie z planem wpuścił na boisko Eto, aby strzelić "złotego gola". Lecz on zamiast strzelania zajął się bronieniem. W dodatku bardzo źle. W polu karny sfaulował Diego Coste i sam poszkodowany wykorzystał "jedenastkę. W 72' jeszcze Turan dobił gospodarzy i strzelił na 3:1.
Koniec marzeń Mourinho o trzecim triumfie Ligi Mistrzów.

Jeszcze chciałbym napisać ciekawe statystyki po drugim meczu 1/2 finału.
- Atletico Madryt jest jedynym niepokonanym zespołem w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Podopieczni Diego Simeone odnieśli dziewięć zwycięstw oraz trzy remisy.
- Zespół z Madrytu przerwał znakomitą passę Chelsea, jeżeli chodzi o mecze z drużynami z Hiszpanii w europejskich pucharach. Do środy The Blues nie przegrali szesnastu ostatnich spotkań ( 6 wygranych, 10 remisów)
- Mecz w Lizbonie będzie pierwszym finałem, w którym zagrają między sobą dwie drużyny z tego samego miasta.
- Tegoroczny sezon jest pierwszym od 2003/2004, gdy w finale europejskich pucharów zabraknie drużyny z Anglii.
- Zastępujący kontuzjowanego Cecha Schwarzer stał się najstarszym piłkarzem Ligi Mistrzów, który rozpoczął mecz w pierwszym składzie. Australijczyk za nie całego 140 dni skończy 42 lata.
- Diego Costa dzięki trafieniowi z karnego ustrzymuję passę jednej bramki na jeden mecz. Ma obecnie 8 trafień.


CZEKAM NA FINAŁ W LIZBONIE, A WY?
Osobiście będę kibicował drużynie z Madrytu...

Jeszcze przed 24 maja postaram się wrzucić coś na temat Ligi Mistrzów, zawodników takie tam duperele. Ale nie jestem jeszcze w 100% czy znajdę czas...

czwartek, 24 kwietnia 2014

Oblężenie na Calderon oraz europejskie El Classico czyli co działo się na stadionach w Madrycie. Pierwsze mecze półfinałów LM

- kto go zdobędzie? Nie wie nikt...
ROAD TO LISBONA !!!

Te dwa dni dały wiele do myślenia czterem szkoleniowcom. Obydwa spotkania były wyrównane, z małą przewagą dla gospodarzy, bo to oni przeważali i mieli lepsze okazje do strzałów. Atletico zremisowało 0:0 na Calderon, a na Santiago Bernabeu zwycięsko wyszli Królewscy. Ale to nie były ostatnie ciosy zadane przez te najlepsze drużyny. Rewanże za tydzień i to one wyłonią drużyny, które pojadą do Lizbony finał.
Czy jesteście gotowi na madrycki finał, a może powtórka z rozgrywki czyli Bayern vs Chelsea. Powiem krótko, uważam że w najgorszej sytuacji są Londyńczycy, ale jeszcze nie będę dodawał oliwy do ognia. Jestem ciekaw jak to się wszystko potoczy.
Tutaj chciałbym wam nie co skrócić obydwa spotkania.

 
1. Atletico Madryt vs Chelsea Londyn
Simaone vs Mourinho. Obydwa bardzo dobre zespoły i dwóch najlepszych trenerów. Ten drugi szkoleniowiec, od samego początku wiedział po co przyjechał. Na przywitaniu trenerów nie pokazywał sympatii do rywali ( jak zawsze), ale we wtorek do swojego można by powiedzieć rodzinnego miasta przyleciał by nie stracić bramek i wyjść do szatni z uśmiechniętą buzią. Po części może być z drużyny dumny.
Po jego plan się udał, ale czy starczy sił The Blues na rewanż? Przed pierwszym gwizdkiem było widać już po składzie, który wybrał menedżer. Nie postawił na atak, lecz na obronę. Na ławce usiadł m.in Brazylijczyk Oscar, nie z byle jakiego powodu. To dobry zawodnik, ale w tym meczu nie było na niego miejsca. Dobrze, że nie przeszło to na grę niebieskich. Moruinho wystawił bardzo dobrą obronę, prawie nie do pokonania i na tym się właśnie skupił. Chelsea nie miała zbyt długi piłki, bo albo szybko traciła lub wybijała, by oddalić zagrożenie. Portugalczyk wybrał dwóch stoperów Terry oraz Cahill. Obaj wysocy i bardzo dobrze kryjący przeciwnika.
Simaone był w tym wypadku,w bardzo trudnej sytuacji. Nie prowadził Villa, bo uważał, że przeciwnik postawi na inny typ gry. Mourinho zaskoczył i  to w jakim stylu. Ten mecz ogólnie był co tu dużo mówić po prostu nudny. Całe 90 minut wyglądało następujące: podania Atletico i nie celne strzały za pola karnego lub niewykorzystane wrzutki, czasami dochodziło do kontrataków gości, ale nic z tego dalej nie było. Torres na ataku po prostu nie mógł za dużo pokazać.

Jedynym problemem, którego Mourinho nie mógł przewidzieć były kontuzje, a w tym meczu aż dwójka czołowych zawodników je doznała. Pierwszy - Petr Cech już w 18 minucie źle wyskoczył do piłki, został popchnięty jeszcze przez Garcia i upadł nie za dobrze na ziemię. Od razu pokazał, że potrzebuję zmiany i tak się właśnie stało. Zastąpił go Mark Schwarzer, dla którego było to drugie spotkanie w LM w tym sezonie, a ogólnie zagrał tylko osiem meczy ( oczywiście pod uwagę jest wzięty tylko obecny sezon). Australijczyk dobrze wszedł meczy, dużych gaf nie popełniał i zdołał zachować czyste konto.
Oprócz Cecha całego meczu nie mógł rozegrać utalentowany kapitan Anglii John Terry, który w 75' skręcił kostkę. Prawdopodobnie dla bramkarza sezon już się skończył, nie wiadomo czy jeszcze do końca maja kopnie piłkę stoper Chelsea. Bądźmy dobrej myśli, bo bez niego Anglia na obronie dużo nie zrobi.
A po drugie dla Terre'go może być to ostatni Mundial w karierze.
To nie wszystko: na własnym stadionie nie wystąpi Frank Lampard oraz Obi Mikel, obaj dostali już trzy żółte kartki w tym sezonie LM i mecz będą oglądać chyba z trybun.
Natomiast w Atletico, w rewanżu nie zagra pomocnik Gabi, który również będzie musiał pauzować.

Szykuje się naprawdę ciekawe widowisko. Tak naprawdę, jedno trafienie może przesądzić kto zagra dalej. Atletico strzeli gola? Chelsea będzie musiała dwa. Chelsea strzeli gola? Atletico będzie musiało jedno. Z jednej strony lepiej mają Hiszpanie, ale nie zapominajmy, że będą musieli grać na Stamford Bridge, a tak nigdy nie gra się łatwo przed tysiącami kibiców The Blues.Szykuje się niezapomniany wieczór. Bądźcie ze Szpakowskim ( hehe) w TVP1 o 20.45 - środa 30 kwietnia
Zawodnik Meczu ( moim zdaniem)
 Chelsea - Lampard
Atletico - Raul Garcia
 
 
2. Z dużej chmury mały deszcz.
Tak bym określił drugie starcie gigantów czyli Real Madryt vs Bayern Monachium
Zacznę może od ciekawej statystyki. Otóż, obok Benfica Lizbona są to dwie drużyny, które mogą zdobyć potrójną koronę.
Mecz nie był jakiś godny uwagi, a wydawało się, że nawet na chwilę nie mrugnie się okna. Może już zawodnicy przemęczeni czy szykują się na coś innego. Nie mam pojęcia, ale ten mecz inaczej sobie wyobrażałem. Bayern trochę za  pewnie się poczuł.Trochę nawet się ośmieszyli, bo grali nie w swoim stylu. Po pierwsze za wolno i bez problemu czy to Pepe czy Ramos wybijali piłki za pola karnego po drugie Robben myślał, że jest najlepszy na świecie. Chciał przejść całe boisko. ARJEN, to nie jest trzecia liga amatorów tylko półfinał LM, a piłka nożna to nie slalom między pachołkami i wpakowanie piłki do siatki. To zupełnie coś innego. Robben po prostu za dużo się bawił, a w 90% kończyło się to stratą piłki.
Bramka Benzemy w meczu z Bayernem na 1:0W 19' obrona Bawarska trochę przysnęła. Coentrao wykorzystał to, minął Boatenga dośrodkował po ziemi do nadbiegającego( niekrytego) Benzemy, a on tylko dostawił nogę. Gol w pełni zasłużony. Akcja na prawdę było dobra, do ni czego nie można się przyczepić ( 0czywiście mowa o Realu). Tylko Guardiola zaczynał się denerwować. Nie tak mieli grać jego zawodnicy, Nie tak miał się zacząć mecz.
Przebieg gry do końca meczu się nie zmienił. A to jedni, a to drudzy mieli swoje sytuacje. Czasami myślałem ,że jeszcze uda się Bayernowi wyrównać, ale czegoś po prostu zabrakło. Po stronie Królewskich - bardzo przeciętnie grał Ronaldo, dlatego w drugiej połowie Ancelotti postawił na Bale, który jeszcze nie wyleczył na 100% urazu.
Mecz zakończył się zwycięstwem ( nie do końca pewnym) Realu Madryt, bo przecież końcówka była bardzo ostra. W jednej chwili prawie doszło do rękoczynów jak Webb nie podyktował rzutu karnego dla gości. Miller
( poszkodowany) był tak wściekły, że zrobił się calutki na twarzy czerwony, ale to i tak nie skłoniło Anglika do zmiany swojej decyzji.
Teraz tylko trzeba liczyć na dobry mecz Bayernu, który jeszcze nie raz zaskoczy w rewanżu obronę Królewskich ( a chociaż powinien)
Zawodnik meczu ( moim zdaniem)
- Real - Modrić
Bayern - Lahm

Rewanż na Alianz Arena we wtorek, w Canal+ Sport HD o 20.45

Dziękuję za uwagę i do zobaczenia w kolejnych postach, które już nie długo.
Odbiegając od tematu: mogę zdradzić, że w niedalekiej przyszłości postaram się wrzucać posty na temat Mundialu do którego już nie całe dwa miesiące...



środa, 16 kwietnia 2014

Podsumowanie 1/4 LM. Barca nie w swoim stylu, PSG przegrało o włos.

Tydzień temu  rozlosowano pary 1/2 LM, ale nie o tym będzie na tym opóźnionym poście. Tutaj chciałbym się jednak skupić na tym co klubom nie wypaliło i czy tak naprawdę mieli chociaż procent szans na przejście dalej. Najwięcej emocji chyba było w meczu...., nie no naprawdę w każdym spotkaniu losy ważyły się do ostatniej minuty. Może oprócz Bayernu vs Man UTD, ale i tam było sporo niespodzianek.
Zaczynamy...




1. Real Madryt vs Borussia Dortmund
Każdy, bez wyjątków chciał trafić w 1/4 LM na zespół Kloppa. Jak się później okazało przeprawa z nimi nie była wcale z górki, a bardziej pod górkę. Borussia pokazała, że nie są potrzebne gwiazdy, lecz zgranie i wykorzystywanie okazji. Z tym drugim nie do końca im wyszło, w drugim meczu.
Real natomiast myślał o czymś innym. Dla nich przed meczem nie było chyba istotne czy przejdą dalej, bo myśleli, że mają to z głowy, lecz na kogo mogą trafić w półfinale.  Tutaj byli w błędzie. Oprócz faktu, że na rewanżowy mecz nie wybiegł Ronaldo, to na boisku grali beznadziejnie. Dawno nie widziałem, Królewskich w takim stanie. Di Maria nie zachwycał, nie potrafił dobrze dograć piłki. Benzema gubił się w polu karnym.
Czy bez Cristiano Real to nie to samo? Teoria jak na razie się sprawdza.
W drugim meczu od samego początku to gospodarze przycisnęli, a goście zmarnowali 100% okazję na zapewnienie sobie awansu. Wystarczyło aby Real wykorzystał 11. Normalnie piłkę postawiłby Ronaldo, ale z faktu, że siedział na ławce trener postawił na Angela Di Marie. I tu zrobił kolosalny błąd. Argentyńczyk nie zdołała pokonać Weidenfellera, a Cristiano nie mógł patrzeć jak skaleczył ten strzał. Od tej pory wszystko gościom zaczęło się sypać. Jest takie powiedzenie niewykorzystane sytuacje się mszczą, i właśnie tak to się stało. Pamiętamy, przecież z tamtego roku starcie obydwu drużyn, gdzie 4 razy na listę strzelców wpisywał się nasz Robert Lewandowski. Natomiast w tym mecz trener dał mu inną robotę. Miał przytrzymywać piłki je zagrywać, a  nie kończyć. Specem do strzelania okazał się Reus. Pokonał dwa razy Ikera, gdzie raz dobił po strzale w słupek Roberta.
Ancelotti modlił się do końca meczu, aby Borussia nie trafiła  żadnego już gola, wyrzuł chyba z trzy gumy i  pomogło. Uważam, że Borussia mogła trafić nie dwa,  a nawet cztery raz. Najwięcej sytuacji do strzelenia na 3:0 miał Mychitarian. Raz dostał perfekcyjne podanie na sam na sam, minął bramkarza iiii trafił w słupek na pustą bramkę. Zmarnował chyba wszystkie szanse dane mu przez kolegów.
Zakończyło się na 2:0 i to Real powalczy o 10 triumf w LM.

2. Bayern Monachium vs Manchester United
Bayern był tu wielkim faworytem, ale Czerwonym Diabłom lepiej idzie w LM niż w Premier League. Nie wiem czy maczał w tym palce Moyes, ale ich gra na najlepszych stadionach naprawdę jest niezła. Pierwszy mecz zakończył się bez wyłonienia zwycięscy. Alianz Arena - to właśnie tam wszystko się rozstrzygnęło.
Man UTD nie przyjechał do Niemiec ze swoim najlepszym napastnikiem Robinem Van Persie, który ciągle walczy z kontuzją.  Pierwsi na prowadzenie wyszli goście( dla wielu duże zaskoczenie). Bayern szybko się podniósł i odpowiedział na gol trzema szybkimi trafieniami. Manchester tym samym pożegnał się z LM, na dobre. Na dobre... bo za rok prawdopodobnie nie wystąpią. Mogą się tylko pocieszyć Ligą Europejską.
Ale kibice tak wrogo nastawieni do szkockiego trenera mówią, że ten mecz im się podobał. Nawet zacytuję im słowa" Pękam z Dumy, kredyt zaufania dla Moyesa.
Wiadomo, że Bawarczycy są obecnie jedna z najlepszych drużyn świata, a nawet najlepszą. Dlatego Man po części wiedział, że odpaść kiedyś trzeba. Uważam, że i tak pokazali super futbol. Pierwszy mecz w ich wykonaniu był bardzo dobry. Szkoda, że druga połowa rewanżu już trochę zawiodła. Może przemęczenie...
Bayern po golach Mandżukicia. Muellera i Robbena może cieszyć się z awansu do półfinału.


3. Barcelona  vs Atletico.
Dwie drużyny hiszpańskie, które grają na wysokich obrotach. Tam każde podanie, strata piłki czy głupi błąd obrońcy może zaważyć o wyniku. Rewanż, w Madrycie to nie było łatwe zadanie dla podopiecznych Martino. Przecież w grę wchodziło tylko zwycięstwo lub remis minimum 2 do 2. A jak wiadomo, Barca nigdy nie gra na remis, oni zawsze chcą wygrać.
Świetny trener Simeone, który ma odejść po zakończonym sezonie znalazł patent na grę Dumy Katalonii. Ich obrona była jak mur, przez który nie dało się przejść. Grali bardzo szybko, a każdy błąd Blaugrany skutkował szybkim wyjściem do ataku. Argentyńczyk zablokował również drogę dla Messiego, który rozegrał jeden ze słabszych meczy w swojej karierze. TO o czymś świadczy...
Pierwszy kwadrans dla kibica FCB to była żenada. Tam mogło być spokojnie 4 do 0. Dwie poprzeczki i słupek ratował gości. W 5' minucie już Atletico wyszło na prowadzenie i tego prowadzenia nie oddała. Koke po pięknym podaniu wpakował piłkę do siatki z dwóch metr pod poprzeczkę.
Goście mieli swoje sytuacje, nawet 90%, ale gdy Messi nie może trafić z bliska no to o czym my mówimy. Wiem, że nie ma tu co krytykować Argentyńczyka bo on jeszcze  pokaże na co go stać, ale to dla Dream Teamu był najważniejszy mecz, mecz o wszystko...
W drugiej połowie Atletico nie wykorzystało sytuacji sam na sam, a Nemar nie strzelił ze "szczupaka"
Barca żegna się LM.

4. Chelsea Londyn vs PSG
Anglia vs Francja. Po prostu wojna stuletnia, gdzie górą okazali się ci lepsi.
Paryski klub przyleciał do Londynu z przewagą nad pierwszym spotkaniem gdzie wygrał 3:1. Tutaj mieli tylko dopełnić zwycięstwa i przejść dalej. Na drodze do chwały stanął Mourinho, który świetnie ustawił swoja najlepszą "11" i pokazał kto tu rządzi. Gospodarze musieli trafić do siatki dwa razy i tak właśnie zrobili gola na wagę złota w 87 minucie strzelił Ba i zapewnił The Blues przejście dalej.
Szkoda, trochę Paryżan bo z jednej strony byli faworytami, tylko nie mogli już tego utrzymać.
Chelsea, jako jedyna drużyna angielska wchodzi do elity najlepszej czwórki.

Przepraszam, za długą nieobecność na blogu, ale miałem ręce pełne roboty. Dzisiaj zaczyna się przerwa świąteczną i na pewno codziennie będę zamieszczał ciekawe posty... Myślę, że się zrehabilituję...

czwartek, 3 kwietnia 2014

Osiem drużyn, cztery stadiony i miliardy kibiców czyli co tak naprawdę działo się w Lidze Mistrzów....

We wtorek i w środę na największych stadionach świata rozegrano cztery ćwierćfinałowe  mecze. Czy poznaliśmy już zwycięzców? Kto tak na  prawdę zawojował na murawie? Czy Bayern obroni tytuł mistrza? A może Real pokaże rogi i wygra tą prestiżową ligę? Jedne jestem pewien. Emocje były, są i będą, a tym co się z tym nie zgadzają współczuję...
Ta notka będzie, w skrócie o właśnie czterech meczach. A na koniec wybiorę najlepszą 11 tej rundy. Myślę, że się nie pomylę.


1. Manchester United vs Bayern Monachium.
Chyba nigdy po między tymi dwoma drużynami, Bayern był tak wielkim faworytem. W porównaniu to jak grają obecnie Bawarczycy to Czerwone Diabły nie sięgają im do pięt. Ale ten mecz, pokazał, że nie zawsze faworyci są górą. Czasem kończy się to dobre i trzeba pogodzić się ze słabszą dyspozycją. Takie odczucia mieli po meczu zawodnicy Pepa Guardiola. Na początku remis 3:3 z Hoffenheim teraz powtórka z rozgrywki, lecz w innej odsłonie...
Skazany Manchester United na przewagę w posiadaniu piłki gości tak szybko się nie zniechęcił. To Czerwone Diabły mogły w całym meczy niejednokrotnie strzelić bramkę. Pudłował m.in Welbeck, który przestrzelił w sytuacji sam na sam. Na prowadzenie pierwsi wyszli gospodarze, w drugiej połowie świetnie w polu karnym niekryjącego Vidicia wypatrzył Rooney. Zagrał mu wprost na główkę i było 1:0.
Man Urd tak długo z prowadzenia nie mógł się na cieszyć. Po dziesięciu minutach było już 1:1.  Na listę strzelców wpisał się Bastian Schweinsteinger, a asystę zaliczył Mandżukić.
Ten mecz na prawdę mógł się zakończyć wynikiem minimum 5 bramkowym. Kibice po meczu nie mogli żałować na nudę podczas 90 minut.
W następnym meczu, Pep Guardiola będzie musiał wybrać nowych dwóch zawodników. Przed własną publicznością nie zagra Schweinsteinger oraz Martinez. Ten pierwszy w 90' nie potrzebnie dostał drugą żółtą kartkę i będzie niestety mógł mecz oglądać tylko z trybun. Drugi, Javi został ukarany trzecią żółtą kartką w tej edycji LM i również będzie pauzował.

Teoretycznie większe szanse na dojście do półfinału ma Bayern Monachium. Wystarczy im bezbramkowy remis. Ale czuję, że podopieczni Moyesa będą walczyć do ostatniej sekundy, a bramka padnie. Tylko pytanie? Dla kogo...
Rewanż - 9 kwietnia godz 20.45 ( canal + sport)

2. FC Barcelona vs Atletico Madryt.
Hiszpańskie kluby, hiszpańscy kibice i hiszpańscy zawodnicy, mecz o wielką stawkę czyli walka pomiędzy dwoma najlepszymi obecnie drużynami La Liga.
Mecz dla obu ekip nie rozpoczął się za dobrze. Nawet nie nacieszyli się grą, a już musieli opuścić boiska. Mowa o najlepszym strzelcu Atletico i najlepszym stoperze Blaugrany. To wielkie postacie, w dzisiejszym futbolu - Diego Costa i Gerrard Pique.
Diego drugi opuścił boiska. Po tym jak doznał lekkiego urazu podczas treningu na Camp Nou, jego występ stał pod wielkim znakiem zapytania. Simaone w końcu zadecydował, że wyjdzie na murawę od pierwszej minuty. Myślę, że to nie było dobre posunięcie. Po około 20 minutach, złapał się za udo i nie mógł chodzić. Zasygnalizował zmianę, a za jego miejsce wszedł Diego, który jak się później okazało przydał się drużynie...
Pique również ten mecz za szybko ukończył. Po walce w powietrzu właśnie z Diego Costą, upadł z około metra na plecy i nie mógł już się podnieść. Za jego miejsce wszedł niedoświadczony Bartra. Ukochany Shakiry będzie pauzował przez około cztery tygodnie. To fatalna wiadomość dla fanów FCB.
Wracając do spotkania.
Początek mocno przycisnęli goście. Barca się nie dała i odpierała ataki nieprzyjacieli.
Brazylijczyk , który zastąpił kontuzjowanego Costę popisał się świetnym uderzeniem z około 30 metrów.
Pinto rzucił się, ale piłki już nie zdołał obronić.
15 minut później, w 71' wyrównał Neymar po klepce z Iniestą.
Wynik oczywiście nie cieszy, gospodarzy, którzy na rewanż będą musieli być przygotowani na atak od pierwszego gwizdka arbitra.
Drugie spotkanie - w Madrycie o godz.20.45 w TVP1

3. Real Madryt vs Borussia.
Tutaj za bardzo nie chce się rozpisywać. Oglądałem tylko pierwszą połowę i wystarczyło, żeby zobaczyć w jakim stanie fizycznym i psychicznym jest Borussia. Grali bardzo przeciętnie. 3 minuta i już strata bramki potem było tylko gorzej. Zakończyło się na 3:0. A ostatnią bramkę przypieczętował Ronaldo, który wykorzystał fatalny błąd Piszczka. Łukasz w tym meczu był jedynym Polakiem gdyż Robert pauzuje za kartki, a Jakub od dłuższego czasu ma kontuzję. Błaszczyk wracaj, bez ciebie nie gramy....
Chodzą słuchy, że obrońca Torino zamierza przejść do drużyny Kloppa. Tym może szczęściarzem jest.... KAMIL GLIK.
Na listę strzelców oprócz Cristiana wpisał się Bale i Isco.
Takim wynikiem Borussia już chyba tylko może pomarzyć o awansie.













4. PSG vs Chelsea.
Nie mogę powiedzieć, że cały mecz obejrzałem i komentowałem na bieżąco- bo bym was okłamał. Przeczytałem kilka zdań o przebiegu meczu i powiem krótko. Paris ok, CHelsea to nie to samo.
To francuskiego klubu również mógłbym się przyczepił za grę, ale to nie o to chodzi. Bardziej was chyba interesuję co się dzieje z zawodnikami Mourinho. Już wyszli na prostą, wszystko było pod kontrolą. Zaplanowali sobie wygranie Premier League. A tu proszę... Żenada. Z taką grą mogą się pożegnać się z awansem i wygraniem ligi angielskiej. Nie boję się stwierdzić, że obrona gości wcale nie istniała. Terry popełniał błędy, po prostu każdy jakby nie wszedł dobrze w mecz.
Najbardziej trenera zabolał ostatni gol. W 90' zwycięstwo przypieczętował Pastore, który prostymi kiwkami i technicznym strzałem pokonał Cecha, który również zawiódł w tym spotkaniu.
Zakończyło się na 3:1. Honorową bramkę dla gości strzelił Hazard z karnego.
Dla gospodarzy strzelali, Lavezzi, David Luiz ( samobój) oraz Pastore.

Chyba to już koniec gry Mourinho w Lidze Mistrzów. Tu potrzebna jest składna gra i wykorzystywanie sytuacje. Nie wiem czy przez tydzień chłopcy dadzą radę przygotować się o mistrzowsku...

Na koniec dodam, że w 70 minucie kontuzji doznał Zlatan Ibrahimović, który cały mecz rozegrał przeciętnie.



                                                     Teraz to na co czekaliście...

Tutaj napisałem, moim zdaniem oczywiście najlepszą 11 tej rundy. Wiem, że można by do niektórych miejsc się posprzeczać ale już tam. Pierwsze koty za płoty jak to się mówi...
Zastanawiałem się nad Mirandą i Hummelsem najdłużej bo tak to to byłem przekonany.
Piszcie w komentarzach, co wy na to sądzicie. Czy słusznie wybrałem tą najlepszą drużynę. Czy wprowadzilibyście jakieś korekty.
Śmiało nie pobije, a jeszcze się ucieszę i odpiszę....

No to klawiatury ( chciałem napisać w dłoń...) przed siebie i zaczynamy... Liczę na was, że mnie nie zawiedziecie...
Jak ktoś ma pytanie dlaczego oo, a nie np. Mesii czy Lavezzi to odpowiem z czystą przyjemnością...

czwartek, 20 marca 2014

Robin van United, Borussia bez Lewandowskiego, Ronaldo Madryt czyli kto i dlaczego awansował do 1/4 finału LM

Wtorek i  środa to dla wielu kibiców pewny znak. 20.45 to wyjątkowa pora, aby zasiąść przed telewizorem i "po delektować się" chociaż przez dwie godziny piłką nożną. Liga Mistrzów to nie jest zwykła liga. Ona wychodzi ponad program. Tylko najlepsi mogą w niej uczestniczyć i dla nich jest właśnie stworzona.
Czy Bayern Monachium obroni tytuł najlepszej drużyny świata, czy Pep Guardiola pomoże Bawarczykom o zdobycie już szósty raz tego osiągnięcia. A może Real Madryt pokusi się o tą prestiżową nagrodę. Skład naprawdę mocny z Bale czy Ronaldo. Nie zapominajmy o FC Barcelonie, która jeszcze nie pokazała na co ją do końca stać. A PSG też chce być najlepszy i ma powód. Za zdobycie przez francuski klub pucharu Ligi Mistrzów każdy zawodnik otrzyma premię 1 miliona EURO. Naprawdę jest o co walczyć, ale może o tym za chwilę. Teraz chciałbym napisać trochę o czterech kluczowych meczach, które odbyły się niedawno. Chodzi tu o spotkania Real Madryt vs Schalke, Chelsea Londyn vs Galatasaray, Borussia Dortmund vs Zenit Petersburg oraz jeden z najciekawszych Manchester United vs Olympiakos Pireus.
Mecze będą omawiane po kolei...




1. REAL MADRYT VS SCHALKE
Tak naprawdę dopiero drugie spotkanie w historii pomiędzy tymi klubami, a już widać kto jest lepszy. W Niemczech to Schalke zostało upokorzone przez "Królewskich". Nie 3:0, nie 5:0, tylko aż 6 do 1. Ten wynik mówi sam za siebie, a kibice tylko łapali się za głowy. Schalke nie błyszczy jakoś formą, mają dobre mecze, ale również trafiają im się porażki i to czasami z łatwymi rywalami. Zajmują obecnie 3 miejsce i jak chcą myśleć o LM za rok, nie mogą już popełniać tylu wpadek. Czwarty Bayer traci do nich tylko 3 punkty, a to bardzo mało.
Real oczywiście jest w lepszej sytuacji, jak w lidze czy po pierwszym spotkaniu. A w Primera Division jest liderem, ale nie do końca pewny triumfu. Po piętach depcze im Altetico i Barca, z którą w niedzielę zagrają na Santiago Bernabeu. To dopiero będzie mecz, ale nie chciałbym powtórki z meczu derbowym. Gdzie obie drużyny non stop faulowały. Tak po prostu nie da się oglądać.
Wracając do meczu. Obie drużyny na murawę wyszły w rezerwowym składzie. Dlaczego? Schalke już wiedziało, że nie awansuje i woli się przygotować do Bundesligi. A Real oszczędza siły na Gran Derbi.
Początek nie za dobrze ułożył się dla gospodarzy. Już w drugiej minucie bardzo poważnej kontuzji nabawił się ofensywny pomocnik Realu Jese i już nie wystąpi do końca sezonu. Mało tego, prawdopodobnie zabraknie go również na mundiali.
Ale Real szybko zapomniał o tym incydencie i strzelił bramkę. W 21' piłkę do siatki wpakował Ronaldo. Asystę przy tym trafieniu zaliczył Walijczyk Gareth Bale, który zastąpił kontuzjowanego piłkarza. Goście szybko odpowiedzieli. Wyrównali po 10 minutach. Po ładnym strzale Hooglanda, odbiła się od nogi Sergio Ramosa i zmyliła Casillasa.
Już do gwizdku do szatni nic ważnego się nie wydarzyło. Dopiero w 74' znowu Portugalczyk przedryblował pół boiska i zaliczył trafienie. Już 13 w tych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Tym samym pobił swój zeszłoroczny rekord. Minutę później zwycięstwo przypieczętował Morata.
Królewscy miażdżą Schalke i awansowali do 1/4 finału LM.


2. Chelsea Londyn vs Galatasaray.
Tutaj każda z drużyn mogła awansować dalej.
W pierwszym meczu nie wyłoniono zwycięzcy. Zakończyło się na remisie 1:1. Czy w Londynie również się na to zapowiadało. Czy doszłoby do dogrywki, a nawet rzutów karnych?
No chyba nie...
W barwach gospodarzy, jako napastnik wystąpił były zawodnik Chelsea - Didier Drogba. To właśnie na jego barkach spoczywał cały zespół. To on miał zapewnić awans czerwono - pomarańczowym.
Wyszło jednak zupełnie co innego. Dosyć, że zawodnik  z Wybrzeża Kości Słoniowej graj słabo, to na dodatek po jednym z jego strzałów piłka uderzyła w baner przygotowany właśnie dla niego. Tutaj pokazane jak on to zrobił

Już w pierwszej połowie było widać, kto zasługuje na awans. Gospodarze oddali aż 5 celnych strzałów, a goście zero. To tylko świadczy jak dobrze Mourinho przygotował zespół do tureckiego klubu.
Chelsea na prowadzenie wyszło w 4'. DO siatki trafił weteran Samuel Eto. Kameruńczyk uderzył po długim rogu, a piłka wturlała się do bramki, gdy desperacko chciał obronić golkiper Galatasaray.
Drugi gol dla gospodarzy padł w 42 minucie. Na listę strzelców tym razem wpisał się Cahill, który dopił z dwóch metrów po petardzie Terr'ego .
W ten sposób Chelsea spokojnie  przystąpiła do drugiej połowy i ostatecznie awansowała do następnej rundzie. Tan już nie będzie tak łatwo. Zostali pierwszą drużyną angielską, która przeszła przez 1/8, ale nie ostatnią.





3. Borussia Dortmund vs Zenit Petersburg
Ten mecz mogliście oglądać wczoraj na kanale TVP 1 od 20.45. Czy było do końca warto? No nie sądzę. Był to jeden z gorszych meczów Ligi Mistrzów. Obie drużyny nie pokazywały świetnego futbolu. Ale nie zawsze muszą być to piękne widowiska. Przede wszystkim na 90% było wiadomo, kto pożegna się z turniejem. W pierwszym spotkaniu, dwa tygodnie temu, lepsi okazali się gospodarze. BVB wygrało w Rosji 2:4 i jedną nogą zapewniło sobie przejście dalej.
Zenitowi nie pozostało nic innego jak wygrać na niemieckiej ziemi. Cel nie do końca został zrealizowany. Ponieważ Petersburg wygrał w Borussi, ale nie trzema golami tylko jednym, a to o wiele za mało. Na awans potrzebowali  minimum przewagi trzema golami.
Borussia przegrała już drugi mecz z rzędu u siebie. Pierwszy z Borussią M' Gladbach 1:2.
W meczu nie wystąpiło wielu czołowych zawodników czarno - żółtych. Nie grał m.in Reus,  który leczy jeszcze kontuzję.
Wynik otworzył Hulk, który zaskoczył golkipera gospodarzy potężnym strzałem, w lewe okienko.
Dobrze, że Kloop wystawił w jedenastce Kelha. To właśnie on wyrównał i ostudził  zapał Rosjan.
Zenit odpowiedział, ale było już za późno.
Borussia z jednej strony może się cieszyć z awansu do ćwierćfinału, ale z drugiej strony przez buchmacherów jest typowana jako jedna z najsłabszych drużyn. Więc, mało prawdopodobne jest, że powtórzą wyczyn z przed roku. Gdzie doszli aż do finału Ligi Mistrzów.
Myślę, że to nie jedyny problem Borussi.
Otóż, w pierwszym meczu 1/4 finały zabraknie najskuteczniejszego napastnika BVB - Roberta Lewandowskiego.  Przez trochę głupkowate zagranie ( dotknął piłki ręką ) otrzymał żółtą kartkę, która wykluczyła go w następnym meczu. Dwie poprzednie zdobył w meczach pomiędzy Arsenalem w grupie.

Podczas meczu doszło do nieprzyjemnego incydentu. Kibice, a bardziej kibole rosyjscy na trybunach spalili niemiecką flagę




4. Manchester United vs Schalke
Ostatni , który wybrałem i chyba najlepszy mecz w wykonaniu oczywiście gospodarzy.
Pierwszy raz od bardzo dawna to właśnie Czerwone Diabły kontrolowały przebieg gry, stwarzały podbramkowe sytuacje, a jak grał Robin Van Persie. Jak prawdziwy napastnik. Nie zastanawiał się co zrobić z piłką, podawał, kiwał. Po prostu robił to, w czym jest najlepszy. Pierwszy hat - trick Holendra pod wodzą szkockiego menedżera. W ciągu ostatnich 6 meczu w lidze, strzelił tylko jedną bramkę. A pamiętamy chyba jak grał rok temu. Król Strzelców z poprzedniego sezonu już nie ten sam. Lecz w wczoraj się przełamał. Strzelał, z karnego, z wolnego i po pięknej akcji z Rooney'em.
Może Moyes nie radzi sobie w Premier League natomiast w LM jest w porządku ( do czasu ) Przeszli do 1/4 finału tego turnieju pierwszy raz od dwóch lat.
Mało brakowało, a to właśnie Olympiakos awansowałby dalej. Czerwone Diabły nie poddały się, przed własną publicznością pokonały grecki zespół. I trzema trafieniami, jako druga drużyna angielska po Chelsea przeszli dalej. To wielki krok dla tego zespołu. Przez dłuższy czas byli w dołku i to właśnie ten mecz miał zadecydować czy Moyes zakończy swoją posadę trenerską w MAN UTD.
Do kibiców MU: Nie bójcie się, jeszcze czerwone diabły w tym sezonie pokażą się na Old Trafford w LM,
ale nie ukrywajmy, że obok Borussi są najsłabszą drużyną. Na przejście  do półfinału mają szanse, ale tylko pod jednym warunkiem. Jak trafią właśnie na niemiecki klub.